W pogodzie jeszcze niekoniecznie wiosnę daje się odczuć i zauważyć - ale za to w naszym mieszkaniu praca wre, a wiosenne porządki ruszyły pełną parą. Choć w sumie może bardziej wypadałoby napisać "nieporządki" - bo przecież żeby mieć co sprzątać, trzeba najpierw przynajmniej trochę nabrudzić i nabałaganić ;)
Niektóre z Was pewnie pamiętają, że Bąbel bardzo chętnie włączał się we wszelkie prace domowe od momentu, kiedy ukończył jakieś 10 miesięcy - wtedy najchętniej siedział w komorze zlewozmywaka albo łazienkowym koszu, w którym z zapałem "segregował" pranie :)
Aktualnie przyszła pora na zajęcia bardziej skomplikowane, wymagające od niego większego zaangażowania i precyzji, natomiast ode mnie - niekiedy anielskiej wręcz cierpliwości ;) Na zdjęciach niestety nie wszystko udało mi się uwiecznić, ale mamy tu między innymi:
1. mycie podłogi mopem - dopiero co wyciągniętym z wiadra z brudną, przeznaczoną do wylania wodą;
2. traktowanie spryskiwaczem szyb, które wcześniej wydawały mu się chyba ZBYT czyste - więc stwierdził, że trzeba je trochę oślinić i wyciapać dżemem, bo inaczej nie będzie czego wycierać;
3. oswajanie odkurzacza, którego Junior nadal nieco się boi - i najlepiej znosi jego obecność, kiedy znajduje się w sąsiednim pokoju albo służy tylko jako element wystroju, wcale nie podłączony do prądu;
4. zamiatanie po jednej z naszych wspólnych uczt, złożonej w duże mierze z ciasta francuskiego, którego okruchy w połączeniu z fragmentami piasku kinetycznego tworzą właśnie taki, niesamowicie efektowny "print" na całej podłodze ;)
Przy okazji tego wpisu mam jeszcze taką jedną, maleńką refleksję.
Kiedyś
tkwiłam przy naszym synku prawie non stop - niezależnie od tego, czy
akurat byłam mu w
danym momencie potrzebna, czy też radził sobie świetnie zupełnie sam. Nawet kiedy jako 4-miesięczny berbeć leżał spokojnie na macie edukacyjnej, głużył coś sobie pod nosem i wyciągał rączki do zawieszonych nad głową szeleszczących i grzechoczących zabawek - ja i tak trwałam na tym swoim matczynym posterunku, nie spuszczając go z oka i nie odstępując nawet na krok...A potem miałam wyrzuty sumienia, że na meblach zgromadziła się nowa warstwa kurzu i że z obiadem znów się nie wyrobiłam...
Z mojego punktu widzenia - teraz jest zdecydowanie lepiej ! Bo choć Młody niesamowicie ruchliwy, choć niekiedy trudno opanować jego niektóre zapędy i choć zajmuje to dwa razy więcej czasu, niż gdybym wysprzątała pod jego nieobecność lub w czasie drzemki, zupełnie sama - to jednak mimo wszystko fajnie jest go tak w te domowe zajęcia wtajemniczać, angażować, uczyć, wspólnie czyścić i gotować :)
Szczerze mówiąc, Bąbel lubi to bardziej niż jakąkolwiek inną, nawet niesamowicie wymyślną zabawę - i sam aż rwie się do tego mopa, tej szczotki i szufelki, tej nawilżonej ściereczki albo gąbki. Nie wspominając już o tym, że cały promienieje z dumy, kiedy efekty jego "pracy" zostaną przez nas zauważone i pochwalone (jedyny problem polega na tym, że wówczas najwyraźniej pragnie zacząć wszystko od nowa - i znów doprowadzić całe mieszkanie do pierwotnego, niezbyt lśniącego czystością stanu ;) )
Lubię to :)
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, że ze swoimi Dziewczynami masz podobnie :)
UsuńTo chyba taki wiek tych dzieciaków. Mój Podopieczny ostatnio bardzo polubił mopa i zabawę na mokrej podłodze. Bo od dawna uwielbia wyrzucanie wszystkiego (niekoniecznie śmieci) do kosza.
OdpowiedzUsuńU nas do kosza się nie tylko wrzuca, ale i pewne rzeczy z niego wyciąga, co już jest zdecydowanie mniej zabawne. Na szczęście nigdy nie jest to pielucha z kupą, bo akurat do tego typu rzeczy Bąbelek czuje wstręt i trzyma się od nich z daleka - ale za to skorupki jajek albo skórki od banana zdarza mu się czasem wygrzebać ;)
UsuńDzieciaki lubią nasladować nas dorosłych niestety w okresie nastoletnim szybko im mija fascynacja pracami doowymi więc korzystaj ile możesz
OdpowiedzUsuńTak też sobie myślę, że muszę go teraz wyeksploatować i pozwalać się jak najczęściej w ten sposób "odciążać" ;) Szkoda wielka, że porządków nie da się zrobić na zapas, żeby na tych kilkanaście lat do przodu starczyło ;)
UsuńJaki fajny pomocnik!! Podeslij go do mnie :)
OdpowiedzUsuńJuż proponowałam Marcie W u niej na blogu, ale jeśli nie zreflektuje to jesteś druga w kolejce ;)
UsuńHahahahha, super!
Usuńoby mu tak zostało! :)
OdpowiedzUsuńHeh... Potwierdzam- oby :)
UsuńAle od początku- Eliza też miała taki gorący okres w swoim życiu, kiedy bardzo, ale to bardzo chciała myć ze mną podłogi. Boszzz, aż się wzdrygam na to wspomnienie :) Kiedyś, na chwilę przed śledzikiem, tak się zapędziła, że wylała pół wiadra wody w dużym pokoju...
Ciasta też lubiła ze mną piec... Jedno nie wystarczyło. Czasem i trzy szły jedno po drugim. Też Jej przeszło...
Za to Lilka... Lilce pozwalam tylko wycierać kurze i wstawiać ze mną pranie. Niestety- nie mam już czasu, myć dwa razy podłóg itp :)
U nas żadnego potopu jeszcze nie było - za to próby picia wody z wiadra jak najbardziej (na szczęście udało nam się je odpowiednio wcześnie zauważyć i skutecznie udaremnić) ;)
UsuńO pralkę natomiast chyba najbardziej się obawiam - bo ostatnio tak tam nacudował, nawciskał i nakręcił, że kilka razy zatrzymywała się w trakcie prania i trzeba było ją od nowa programować. A model mamy "unikalny" - jeden z nielicznych otwieranych jeszcze z przodu i takich, które rozmiarowo pasują do naszej łazienkowej wnęki - więc jak ją szlag trafi, to drugiej takiej ze świecą szukać...
Przypomina mi się moja siostrzenica. Wprost uwielbiała rozwieszać pranie na kaloryferach. A gdy już wszystko było powieszone? Trzeba było wszystko zebrać do miski, aby dziecko mogło zacząć od początku :)
OdpowiedzUsuńDziś ma już prawie trzy lata i niestety trochę jej przeszło.
U nas z rozwieszaniem prania jest bardzo podobnie - czasami cały cykl trzeba powtarzać jakieś 10 razy, zanim się w końcu Bąblowi znudzi ;) Natomiast jakiś czas temu M. wyskoczył do mnie z pretensjami, że nie ma wypranej ani jednej pary białych skarpet - i okazało się, że Junior wykradł je w momencie mojej nieuwagi i powrzucał wszystkie do ogromnego ozdobnego wazonu w sypialni ;)
UsuńSłyszałem że są osoby, które białe skarpetki trzymają w oddzielnych miejscach niż kolorowe, ale że w tym wieku...
UsuńTwój Bąbelek jest bardzo pedantycznym dzieckiem :D
Pewnie ma to po mnie ;)
UsuńMały pomocnik mamusi😄
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nawet jak ten mały pomocnik podrośnie to będzie choć trochę współpracował i przynajmniej swój pokój z grubsza ogarnie ;)
UsuńCoś mi się stało z Twoim komentarzem u mnie. Napisz proszę jeszcze raz.. dziękuję
OdpowiedzUsuńOK, zaraz znów do Ciebie zajrzę :)
UsuńFajnie, że chce wszystko robić z Tobą :)Mój Jaś też ochoczo pomaga. Np. podaje mi ziemniaki jak obieram a potem obrane wkłada do garnka, próbuje zamiatać, jak coś wyleje to biegnie szybko po papier ręcznikowy i tak śmiesznie wyciera z zapałem, że nawet mi złość przechodzi i pragnę żeby to trwało jak najdłużej <3
OdpowiedzUsuńTak, ten niesamowity zapał jest we wszystkim najlepszy - dosłownie jakby jego życie zależało od tego, czy faktycznie uda się jakiegoś brudu pozbyć ;) Ostatnio znajomi zażartowali sobie nawet, że chyba musimy jakieś straszne kary stosować za bałagan, skoro tak szaleńczo pucuje ;)
UsuńTo ja z chęcią "wypożyczę" Bąbla do sprzątania:) A tak na poważnie to super, że robicie tyle rzeczy wspólnie. Może faktycznie łatwiej i szybciej byłoby gdybyś sama ogarnęła porządek ale radość Bąbla chyba bezcenna!
OdpowiedzUsuńNo to dodaję Cię do wydłużającej się kolejki ;) No wiesz, wspólnie to się robi nie zawsze z chęci, lecz z konieczności - ale faktycznie kiedy patrzę na jego uśmiechniętą buzię to łatwiej mi potem wszystkie ewentualne "niedoróbki" poprawiać ;)
UsuńTeż mam swojego prywatnego pomocnika :)
OdpowiedzUsuńNasz Smerf wprost uwielbia odkurzacz. Ba, czasem to mój patent, aby spokojnie zrobić makijaż czy ciasto hehe ;) Nie boi się, a najlepsza zabawa jest wtedy, kiedy jest włączony (ale wtedy ja muszę pilnować, bo wciąga wszystko, co tylko w zasięgu).
Oby tak już naszym chlopcom zostało na stałe z tymi domowymi pracami.
Buziaki :*
A Bąbel do odkurzacza podchodzi raczej jak do jeża - i kiedy jest włączony woli obserwować go, będąc na rękach u taty ;) Chciałam go jakoś przekonać, żebyśmy mogli używać "katarka", ale póki co czarno to widzę ;)
UsuńZnam to, u nas było to samo i naz Junior też chętnie że mną sprzątał i pomagał ;) Teraz już mu przeszło i mniej udziela się w porządkach, bo najczęściej gdy wraca po południu z przedszkola to już jest wszystko posprzatane ;) Po prostu wolę to zrobić po swojemu, gdy nikogo nie ma w domu :)
OdpowiedzUsuńFajnie mieć takiego pomocnika w domu co? ;)
Fajnie, fajnie - nawet jeśli czasami bardziej przeszkadza, niż pomaga ;)
UsuńSuper pomocnik, mój pomocnik jest na etapie bałaganienia :D ostatnio pomagał w kuchni wyrzucając wszystko z dolnych szuflad i szafek :D o komodzie nie wspomnę starta składania mnie czeka :) Dziękuje :*
OdpowiedzUsuńU nas sprzątanie jest często równoznaczne z bałaganieniem i w sumie na jedno wychodzi ;) Etap patroszenia szafek mamy już chyba za sobą - i czuję w związku z tym wielką ulgę, bo w ruch szły już nie tylko ubrania i garnki, ale również jakieś mężowskie narzędzia (pomimo nałożonych zabezpieczeń, które raz udało się Młodemu sforsować) ;)
UsuńNie masz za co dziękować :)
Mój Filip też lubi zabawy z mopem i miotłą. To nic, że przy okazji zrzuci kilka rzeczy ze stołu ;)
OdpowiedzUsuńJa ostatnio dostałam kijem od szczotki pod oko - ale na szczęście nie na tyle mocno, żeby był jakiś wyraźny, nie dający się zatuszować ślad. Nie wyglądam wprawdzie jak ofiara przemocy w rodzinie, ale mały siniaczek jest ;)
Usuń"Piasek kinetyczny"? Aż musiałem zagooglać i okazało się, że jestem zacofany, bo powinienem już dawno o nim wiedzieć. Szkoda, że dodaje się do piasku polimery - trąci niefrasobliwym, nieekologicznym spojrzeniem producenta na sprawę. Chyba wolałbym piasek potencjalny :D
OdpowiedzUsuńPrzypomniałaś mi jak bardzo moja córka lubiła rozwieszać ze mną pranie. Codziennie pytała czy idziemy do suszarni :) Szufelkę i zmiotkę też ma i czasem z nich "korzysta", ale trochę mnie dobija jej ostatni trend z przedszkola - rzucanie odzieży i obuwia na podłogę :0
O polimerach nie wiedziałam. Podobno można taki piasek zrobić też samodzielnie - i wtedy żadnych tego typu "dodatków" nie będzie :) Naprawdę fajna alternatywa, kiedy nie można wyjść na dwór - chociaż piaskownicy ani plaży nie przebije :)
UsuńU nas w pozostawianiu ubrań byle gdzie prym wiedzie Małżonek - mam tylko nadzieję, że Bąbel nie będzie się na nim w przyszłości wzorował ;)
Najważniejsze, że siła robocza jest zadowolona :)
OdpowiedzUsuńSwoją drogą czy tym naszym Pociechom zostanie na dłużej takie zamiłowanie do porządku?
Zostanie, czy nie zostanie - trzeba korzystać, póki trwa ;)
UsuńMój mąż ma cierpliwość do obierania z małym ziemniaków, odkurzania ip. Ja jakoś niestety nie, od razu się denerwuję.
OdpowiedzUsuńU mnie z tą cierpliwością też bywa bardzo różnie i czasami odnotowuję jej ogromne deficyty - ale w sytuacji gdy M. pracuje niemal od świtu do nocy niekoniecznie mam jakikolwiek wybór ;) Do wszystkiego można się przyzwyczaić i znaleźć jakieś plusy sytuacji :)
UsuńPewnie się nie zdziwisz,jak napiszę,ze u nas to samo :-) Mam nadzieje,ze tak już zostanie i moja pani porządnicka już na zawsze zostanie w komitywie z miotełką i prace domowe będzie wykonywac z tym samym uśmiechem co teraz.
OdpowiedzUsuńRiczątko specjalizuje się w wycieraniu podłogi ściereczką.Oczywiście żeby móc pościerac to wcześniej trzeba coś wylać i taki pech,ze bardzo często jej się to zdarza :-)
U nas Bąbel najchętniej wyciera ściereczkami nawilżonymi, takimi do mebli - a że one potem pozostawiają śliską warstwę na każdej powierzchni, to ostatnio M. leżał jak długi na świeżo wyczyszczonych przez Juniora kafelkach ;)
UsuńKorzystaj póki możesz bo za parę lat, sprzątanie będzie karą a nie przyjemnością hehe
OdpowiedzUsuńSuper, że ma Pani pomoc w porządkach, ponieważ prace domowe do najłatwiejszych czynności nie należą! Chociaż ja z doświadczenia wiem, że dzięki odpowiedniemu sprzętowi jest o wiele przyjemniej i sprawniej. Niedawno zamówiłam sobie nową pralkę i mam nadzieję, że jeśli będę o nią odpowiednio dbać, to będę mogła z niej korzystać przez długie lata.
OdpowiedzUsuń